W 2017 poznałem pewną dziewczynę. Właściwie to nas sobie wylosowało.
Rozpoczęto rozmowę z obcym.. przywitaj się, napisz "hej" :)
Obcy: Hej km?
Ty: m
Obcy: ja k
Obcy: Lat?
Ty: 20
Obcy: 18
Po 2 latach przeprowadziła się na studia do Krk, znalazła mnie i odezwała się w 2019. Spotkaliśmy się pare razy i na którymś spotkaniu przyznała się że nadal ma chłopaka. Dużo o sobie opowiadała i żaliła się, głównie na związek. Któregoś dnia w sierpniu napisała że sie jest wykończona psychicznie i ma napady histerii. Martwiłem się, więc nie zastanawiałem się długo tylko bez pytania wsiadłem w pociąg. Przyjechałem wieczorem, siedzieliśmy razem do 5 rano i wróciłem.
Przez parę kolejnych tygodni nadal pisaliśmy, ale żyła z chłopakiem, mieszkała z nim. Tłumaczyłem, że jak nie zamierza z nim zrywać to niech próbuje odbudować relację, ale nie może prowadzić dwóch na raz.
Posłuchała na 3 miesiące. Odezwała się ponownie pod koniec listopada. Znowu rozmawialiśmy codziennie i po jakimś czasie napisała
Od początku zależało mi na tym żeby była szczęśliwa, a po tych słowach zmieniłem taktykę. Byłem pewny że najlepsza droga do tego to być z nią więc zacząłem się starać na 100%. Zaczynałem ją powoli kochać. Od tego czasu starałem się jak najbardziej do niej zbliżyć.
20 grudnia zaprosiłem ją i jej koleżanki na imprezę. Tu kończy się wstęp i pojawia się główna antybohaterka tej opowieści. Była na imprezie, ale, co istotne, nie rozmawiała ze mną dłużej niż cześć-cześć więc poznaliśmy się tylko z widzenia. Za to zapoznała się z Marcinem i jej się spodobał.
Po kilku dniach dostaję takie wiadomości:
Dalsza rozmowa tej samej nocy:
Dla tych co przetrwali rozmowy z 28 grudnia:
Dwa miesiące później
Tego lepiej nie czytać...
Podsumowanie o Natalii